To już ponad rok – zmiany, zmiany, zmiany…. Aż wstyd!

 Jak już wspomniałam w pierwszym wpisie, ta moja pisanina ma za zadanie przeprowadzenia przeze mnie rachunku sumienia. Dziś będzie o wstydzie. Ciężko mi się o tym piszę, bo bezwarunkowo muszę przyznać sama sobie winna jestem.  

 Od lat ubliżałam swojemu ciału, nie dbałam o siebie, po prostu nie doceniałam tego czego mam. Jako nastolatka, jak każdy uważałam, że moje ciało moja sprawa, jako dorosła kobieta wcale lepiej nie postępowałam. Wydaje się nam, że coś się nam należy i nic się zmienić nie może, Zdrowie? Baaa, oczywiście że będę zdrowa, przecież mi się to należ! A właśnie, że się tak brzydko wyrażę – gówno prawda. Nic nam się nie należy, jeżeli nie zadbamy, to nie mamy prawa się potem dziwić, że coś się z nami dzieje.  

 Dzisiejszy post napawa mnie wstydem a poniższe zdjęcie, wręcz obrzydzeniem. Nie ze względu estetyki. Broń boże!!! Nigdy mnie nie obchodziło, czy ktoś jest piękny czy brzydki, czy ma jakieś niedobory pod względem urody. Te zdjęcie mnie przeraża, bo sama się do takiego stanu doprowadziłam. Pozwoliłam żeby moje ciało było okropnie traktowane, najgorszym faktem jest to, że to ja byłam problemem. Oczywiście, są też inne faktory, który pomogły mi w niszczeniu siebie, jednakże w 99% – winna jestem JA.

12195123_1659359797657984_8397111226276949809_o Najgorsze jest to, że przyjaciele kochają mnie tak bardzo, że 

a) nie zauważali moich rozmiarów

b) nawet jeżeli zauważyli, nikt mi nie powiedział : Co Ty ze sobą robisz? 

A ja sama byłam naiwna i ślepa. 

 Pomiędzy tymi zdjęciami jest dokładnie rok. 365 dni…  Kochani nie będę Wam tutaj dawać żadnej diety cud, bo takiej nie posiadam, nie będę też opisywać super-magicznego zestawu ćwiczeń, bo moje ciało nie widziało siłowni od dwóch lat… Chcę opowiedzieć historię o tym jak wielki wpływ ma nasze zdrowie psychiczne, ludzie którymi się otaczamy i nasza samoocena na to co się z nami dzieje. 

 Po raz kolejny będę musiała wrócić do mojego pięcioletniego związku i mojej sytuacji z rodzicielką. 

 Zawsze chciałam pobieżnie opisywać te pięć lat, bo uważam to za czas stracony, jednakże po czterech dniach myślenia nad tym postem, doszłam do wniosku, że jeżeli mam zamiar zamknąć ten rozdział mojego życia, muszę dokładnie porozkładać go na części pierwsze. W szczególności, że jednak te pięć lat ma, miało ogromny wpływ na to co ze sobą zrobiłam. 

 Poznałam go mając dwadzieścia lat…Był moim sąsiadem i słyszał wszystko co działo się u nas w domu. Nie czekał długo po tym jak mężunio od siedmiu boleści sobie poszedł. Dziewięć lat starszy, podobno wiedział czego chciał od życia. Ja nie znając języka, nie posiadająca znajomych, w obcym kraju czułam się strasznie samotna. Jednakże, głowę nosiłam wysoko, spędzałam wieczory na popijaniu kieliszka wina i wkuwaniu słówek, żebym mogła się dogadać, Zawsze uśmiechnięta, pomimo że zamartwiałam się bo syn przestał mi mówić, drżałam o pieniądze i samo wspomnienie o rachunkach. 

 Zaczęło się niewinnie, zaoferował pomoc. Raz, drugi… Zaczął spędzać ze mną wieczory a ja nad ranem przynosiłam kawę. Stwierdziłam, że i tak nic innego mi się nie należy. Więc po roku wprowadziłam się do niego, jednym z jego argumentów było to, że oddałam dzieciom jedyną sypialnię, zrobiłam im pokój marzeń a sama spałam an starej niewygodnej kanapie.

 Może nie było to nazbyt romantyczne, ale przecież rodzicielka mi wmawiała tyle razy, że nikt mnie kochać nie będzie, że każdy związek który posiadałam ( pomimo, że byłam tylko w jednym przed tym! ) było ze względu na to, że się puszczam. Pamiętam jak dziś, jak mnie przetrzepała, bo znalazła prezerwatywę. Miałam wtedy siedemnaście lat i podobno byłam kurwą. Dzisiaj na to patrzę i myślę sobie, przynajmniej miałam tyle rozumu, żeby się zabezpieczyć! Jednakże  wtedy… Wtedy było inaczej. Uwierzyłam. Patrzyłam na siebie oczami mojej rodzicielki, nie znałam swojej wartości. 

 Pomalutku okazało się, że mój rycerz, ma zbroję z aluminium a rumaka to nigdy nie posiadał. Człowiek bez ambicji, planów na przyszłość i iskierki, żeby swoje życie zmienić. Bardzo szybko okazało się, że nie stać nas na nic, poza whisky dwa razy w tygodniu dla niego. Do pracy nie chciał iść, nie pracował od szesnastego roku życia, żył na benefitach i takowe życie mu odpowiadało. Co więcej, cała jego rodzinka wspierała go do tego stopnia, że kiedy wspomniałam propozycję którą dostałam na pójście do pracy, zostałam nazwana samolubem, bo mu utną te przeklęte benefity. „Rycerz” od siedmiu boleści zorientował się bardzo szybko, że dopóki będę mogła iść pieszo do przyjaciół, których w końcu udało mi się poznać, będę się buntować. Zmanipulował mnie, żebym się przeprowadziła. Najpierw było to pół godziny od moich przyjaciół. Nie miałam prawa jazdy, więc byłam zdana na jego łaskę. Pomimo tego, że to ja płaciłam za samochód i paliwo.  To jednak nie było wystarczające. Wciąż się buntowałam.

 Wiedział, że długo ze mną nie wygra, i wygnam go w końcu do pracy, bo bardzo szybko się zorientowałam, że ta jego choroba – chroniczne migreny- za którą dostawał benefity, są efektem ubocznym palenia marihuany! Jak tylko ją rzucił – nawet nie wiedziałam, że coś takiego używa! Powiedział mi dopiero po półtora roku! A że ja nigdy z tym nie miałam do czynienia, nie wiedziałam co on wyprawia- migreny zniknęły. Postanowił zwalczyć mnie na inny sposób. Tak też wylądowaliśmy w miejscowości gdzie żyje jego cała rodzinka. Wciąż nie mogę uwierzyć jak dałam się zmanipulować. Wszyscy na mnie wskoczyli, że jestem niewdzięczna, że chcę go zniszczyć, że myślę tylko o sobie. A wszystko to – bo powiedziałam, że ja chcę pracować i on też musi iść do pracy. Coś co miliony ludzi robi każdego dnia!

 I właśnie wtedy się to wszystko zaczęło. Nie mając możliwości wyjścia do znajomych, byłam popychana w prawo i lewo, wmawiano mi że jestem paskudną osobą. Zostawałam sama wieczorami, bo on leciał do kumpli na całą noc. Gdzie palił to świństwo i marnował nie tylko swoje ale i moje życie. Jednak jak już wspomniałam wcześniej – nie bił mnie- więc dlaczego miałam narzekać, prawda?  

 A właśnie, gówno prawda! Powinnam narzekać i go zostawić! Jednakże nie obudziłam się wystarczająco wcześnie. Moje zdrowie kuśtykało już od wielu lat. Więc odwróciłam się do czegoś co mnie uspokajało. Jedzenia. 

 Zaczęło się niewinnie… Tabliczka czekolady jednego wieczoru, popijając ją winem. Potem full english breakfast na śniadanie… Ogromne porcje na obiad, dwie dokładki… Lody, całe marchewkowe ciasto i czekolada…. A że spędzałam dużo czasu w łóżku, z powodu bólu… Waga wzrastała… Nagle przestałam pasować w moje ciuchy… Nie przejmowałam się tym jednak, przecież i tak często nie wychodziłam z domu. Nie uprawiałam seksu, bo po pierwsze nie miałam do niego żadnego pociągu, po drugie on chciał mnie dotykać tylko wtedy kiedy słaniał się na nogach od alkoholu i po trzecie seks z tym osobnikiem był po prostu marny. 

 Nie miałam żadnego powodu o dbanie o siebie. Teraz mnie to przeraża, bo wcześniej, zawsze miałam prysznic rano i wieczorem, zawsze schludnie ubrana z delikatnym makijażem. Dbałam o siebie bo zawsze powtarzałam, robię to dla siebie – to ja się dobrze czuję kiedy tak wyglądam- nie potrzebuje niczyjej aprobaty. Nie zdawałam sobie sprawy jaki wpływ na to jak siebie widzę ma ten osobnik! Potem zaczęły się komentarze… Ale jesteś wielka, wyglądasz jak w ciąży, nie mogłabyś mi usiąść na kolana bo jesteś za ciężka! 

 Muszę tu zaznaczyć i nie robię to ze względu na to, że jestem paskudną eks… Osobnik, sam nie był szczuplutki… Do tego łysiał i jego higiena osobista dużo pozostawiała do życzenia. 

 Jednakże, im więcej komentarzy, tym więcej odwracałam się do jedzenia. Przez rok chodziłam na siłownie. Godzina na siłowni, kosztowała mnie ból i łykanie tabletek przeciwbólowych. Byłam na różnych dietach. Począwszy od tych internetowych, skończywszy na tych ekstremalnych jak Dieta Dukana – przy której płakałam godzinami bo nie znoszę smaku mięsa. Waga ani nie zmalała, baa nawet nie stanęła w miejscu! Wciąż rosła!!!

Kiedy się poddałam? 

Kiedy choroba przykuła mnie do łóżka na pięć tygodni. 

 Byłam wtedy całymi dniami sama w pokoju, spoglądając na sufit w bólu, przepłakałam wiele dni i nocy, moimi jedynymi wypadami, były te do łazienki , pomimo że łażienka jest oddalona trzy metry od mojego łóżka, dojście zajmowało mi dziesięć minut. On wieczorami wciąż wychodził do kumpli a ja byłam zdana na los internetu, kiedy ból był do wytrzymania albo spałam. Osobnik, żeby nie musiał wchodzić na górę zostawiał mi koło łózka ciastka czipsy, colę i wszystko inne co mogłam zjeść na szybko i nie musiałabym go wołać. Pamiętam raz zapytałam o herbatę bo chciałam coś ciepłego  i zostałam nazwana wymagającą, bo przecież on mi codziennie podaje ciepły obiad i zajmuje się dziećmi, czego robić nie musi bo nie są jego. 

 Po tych pięciu tygodniach, jako że mój reumatolog miał na zadaniu ważenie mnie, okazało się że jestem rozmiaru małego wieloryba… Dobijam do size 22… 

 Już wtedy wiedziałam, że moja waga wcale nie pomaga mi przy mojej kondycji i obciąża mój kręgosłup… 

 Jednakże nie przestawałam. Jadłam więcej i więcej. I każdy smutek oraz potrzebę zaspokajałam cukrem….Hamburgerem…. Czymkolwiek…. 

  W końcu osobnik odszedł… Dziś dziękuje wszechświatowi, że lekarze podejrzewali że mam raka jelita i on nie chciał już ze mną być, bo podobno za dużo tego było i go przerosło. Fakt faktem, po siedmiu miesiącach obiecywał mi, że mnie kocha i wrócić do mnie chce, Błagał, powiedział że rozumie co stracił, że nagle chce dziecka i ślubu – a jak go błagałam trzy lata wcześniej, powiedział mi kategorycznie nie. 

  Nie wiem czemu zasługuje to, że się w końcu obudziłam. Może fakt, że znalazłam pracę, miałam swoją niezależność, prawo jazdy. Nagle mogłam zabrać dzieci wszędzie. Szybko się okazało, że nie mam powodu do pożerania wszystkiego czego mam w szafce. Pomalutku zaczęłam zmniejszać porcje, wywaliłam słodycze i pokupowałam więcej owoców, już nie tylko dla dzieci ale dla siebie. Nie jadłam trzydzieści razy dziennie ale jak normalny człowiek. 

 Nie zauważałam swojej wagi, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że chudnę! Nie zależało mi na tym. Pierwszy raz zorientowałam się, że coś się zmieniło, kiedy jedna z nauczycielek mojego syna zawołała mnie na bok i powiedziała : 

- Przepraszam za takie nietypowe pytanie, ale mogłabyś mi powiedzieć na jakiej diecie jesteś? Tak szybko schudłaś! 

 Spojrzałam na nią zdziwiona, nie jestem na diecie. Zmniejszyłam porcje, to wszystko. 

 Dzisiaj wiem, że schudłam do rozmiaru uk 8 nie tylko z powodu poucinania moich porcji, ani dlatego że zaczęłam wychodzić z domu. Zaczęłam być szczęśliwa. Pogodziłam się z faktem, że nigdy nie dostanę od swojej rodzicielki tego czego potrzebuję i pod żadnym pozorem nie jestem żadną brzydulą, kurewką, dziwką i niczym innym co było mi wpajane.  Zasługuje na szczęście i dobrego mężczyznę. Moje dzieci zasługują na kogoś kto je będzie kochać.  

 A co najważniejsze, mam tylko jedno ciało. Muszę je szanować, troszczyć się o nie i kochać.  Jakkolwiek je niszczę, tylko ja będę za to płacić.

Przepis na krwiożercą kobietę – czyli matka na wychodnym…

 

 Myślę, że dużo kobiet będzie w stanie odnieść się do mojej przygody i powiedzieć: Taaaa, też przez to przeszłam!

Umówiliśmy, się z moją kochaną psiapsiółą na wpół do siódmej. Hurrraaa matka na wychodnym!!! 

 Jednakże w domowym harmidle z podekscytowanej istoty, bardzo szybko zmieniłam się w potwora domagającego się krwi…  Jak to się stało?? 

 Pojechaliśmy odebrać dzieciaki ze szkoły… Wróciliśmy do domu, ja przyssałam pociechy moje do telewizora, żeby szybciutko się na wieczór przygotować. Dzieci moje myślały, że matce odbiło, bo przecież nie przyzwyczajone do rarytasu w postaci telewizora w dni powszednie, zwłaszcza zaraz po szkole… A ja rusz pod prysznic…. Dwie minuty po tym jak cieplutka woda dotknęła moje poharatane ciało i błogo mi się westchnęło , usłyszałam pukanie do drzwi: 

- Mamuś obiecałaś mi pomalować paznokcie. 

- Młoda, kochanie Ty moje spadaj na dół, bom pod prysznicem, wiem co obiecałam paznokcie Ci zrobię jak będę gotowa. 

Usłyszałam jak schodzi na dół tylko po to, żeby następny się w kolejce ustawił:

- Kotq gdzie jest żelazko? 

W głowie mi się już czerwona lampka świeci bo już wiem jak te moje przygotowanie się na wieczór będzie przebiegać…. 

- Żelasko, jest tam gdzie zawsze…

- No ale nie wiedzę, nie ma…

Wciąż zmydlona narzucam na siebie szlafrok wychodzę z łazienki, pełznę do kuchni, schylam się a tam żelazko, jak nic spogląda na mnie i drwi ze mnie, za proszkiem do prania. 

- Masz! – warczę i idę się wypłukać. 

Udało mi się skończyć ten prysznic odpowiadając na kolejne dziesięć pytań w trakcie… Marudzę po Polsku pod nosem, że w tym domu to ja nigdy świętego spokoju nie mam, na co chłopina mi odpowiada: 

- Znowu się złościsz? Ja się tego Polskiego nauczę i Ci będę odpowiadał….

Już, już prawie włosy suche, szukam swoich kosmetyków…

- Aaaaaa, Młoda!!!! gdzie jest mój make-up??????

- W moim pokoju! 

- A co on tam robi do diaska???

- Bawiłam się w dom mody i lalki malowałam!!

#@$^^*&*(()()_ Młoda! umowę miałyśmy, że nie używasz tych drogich na lalkach! Poza tym zawsze masz go odnieść na miejsce pamiętasz??

- Nooo… przepraszam mamusiu… Możesz te paznokcie?

- A sio z pokoju, potworze ty Młody, daj mi się przygotować. 

Idę i szukam. Maskara na łóżku, reszta pod… W duchu sobie myślę, jak to dobrze, że pociechy moje nie rozumieją polskiego, bo kurfami sypię aż grzmi. Udało mi się nałożyć krem na twarz i przybiega do mnie Młody:

- Mamo nie umiem znaleźć butów!

- Pięć par Ci zginęło?????

- No nie tylko te cool , nie umiem znaleźć, wiesz te podobne co tata ma. 

- No to idź do ojca niech Ci szukać pomoże!

Nakładam eyeliner… I słyszę na dole szepty, Mr.Almost Perfect się stara, mówi do Młodego, że buty muszą sami znaleźć bo mama się już wkurza a mamy dwadzieścia minut do wyjścia a ja jeszcze nie gotowa. Schodzę na dół, buty pod kanapą… Jak one tam się znalazły? Nikt mi odpowiedzieć nie umie.  Idę na górę , poprawiam oko – Cholera! – Wyglądam jakbym miała wypadek z farbą- za chiny nie uda mi się tego poprawić muszę zmyć i zacząć od nowa… 

Puk, puk…

- Czego??? – Tym razem syczę …

-Mamusiu pomożesz mi z sukienką? -Udaje mi się wydać dźwięk, który prawdopodobnie tylko psy mogą usłyszeć w odległości trzydziestu kilometrów…

Wszyscy gotowi… A ja w szlafroku z jednym rozmazanym okiem… Już czuję jak mi żyłki w oczach pękają i z kochanej rodzicielki powoli przeistaczam się w Doctora Hyde…

- Baby, papierosa Ci przyniosłem. – Całuje mnie w czubek głowy, podaje fajkę i zwisa nade mną. 

- Światło mi zasłaniasz kochanie, nie widzę co z oczami robię. 

Tu muszę wstawić, że chłopina moja dość wysoka jest. Więc czuję się jak biedna polna mysz nad którą sowa zwisa i czeka żeby zaatakować. Poza tym na prawdę nic nie widzę!!! Słyszę przeprosiny i cień znika. Jako że wszyscy już gotowi, to zebrali się wszyscy w sypialni i czekają na mnie. Dziesięć minut do wyjścia. Wyganiam dzieciaki przed telewizor, bo poza szlafrokiem nic innego nie mam. Szukam co by tu pod nową kieckę włożyć, bo niestety bozia mnie biustem nie obdarzyła i moje łopatki są większe od klatki piersiowej…Tym razem nie chcę wyglądać jak chłopczyna w sukience. Zakładam co znalazłam, a jeszcze trzeba wszystko co wywaliłam z szafy poukładać, bo sypialnia mała i nie chcę żeby ktoś został zaatakowany przez moje biustonosze albo rajstopy…  

 Więc latam jak opętana, w samej bieliźnie, z majciochami w ręku od jednej szafki do drugiej, a tu chłopinie się mojej an amory zebrało, bo podobno cudownie tak wyglądam, zabiegana bez sukienki. Daje mu przelotnego buziaka i próbuję nie pyskować, że czasu brak, bo przecież trzeba docenić że jednak ten mój szaleniec uważa mnie za atrakcyjną, pomimo tego, że mój brzuch przypomina fale tsunami…. Notuję sobie w głowie, że muszę iść do siłowni, żeby się tego nadmiaru skóry po utracie wagi jakoś wyzbyć. 

 Wracam do poprawiania oczu, a tu mój chłop nagle jakiejś chodawki dostał i łazi mi po pokoju w te i wewte , co chwila zasłaniając światło. Nie wytrzymuję, grożę, że jak nie usiądzie na czterech literach to go trzepnę. Rumieni się i przeprasza, siada na łóżku i się gapi. Próbowaliście kiedyś nakładać eyeliner kiedy czujecie jak czyjś wzrok wam sie wbija w tył głowy??? Odwracam się i warczę: 

- Kociaq przestań się gapić bo mnie rozpraszasz!

Znowu przeprosiny, stukanie w drzwi : 

- Mamo… Paznokcie…

- Zaraz do jasnej cholery! 

Pięć minut do wyjścia. W końcu udało mi się nałożyć makijaż, prostuję włosy… Cholera! Poparzyłam się w ucho!!!! Ok, zrobione… Lepiej wyglądać i tak nie będę. 

 Faceci nie zdają sobie sprawy, jakie jest to bolesne, kiedy próbujesz sobie zrobić perfekcyjne kreski na oczyskach, i oczywiście muszą być równe, tej samej grubości…  Patrzę w lusterko, lepiej się nie da… Za mało czasu. 

Brill night :) loved it

#brunette #makeupaddict

A wszystko po to, żeby pod koniec nocy ( Patrz zdjęcie wyżej) wyglądać jakbym miała makijaż z poprzedniej nocy, w którym się przespałam, bo zapomniałam zmyć… Mamroczę pod nosem o nieszczęśliwym losie kobiet… I nagle…. Uświadamiam sobie, że moja nowa sukienka ma bardzo obcisłą szyję… Czyli na bank się rozmażę jak ją będę wkładać. Cholera!!!!!!!! Wciskam się w nią, i klnę : 

- Głupia babo i po co ósemkę wzięłaś? Jakbyś kupiła rozmiar dziesięć to by tego problemu nie było.

Przerażona sprawdzam jak te moje fałdy na brzuchu się układają… Chociaż wiem, że ledwo je widać to prawię płaczę do swojego chłopa, że wyglądam okropnie. On stara się niemiłosiernie mnie pocieszyć, mówi że nic nie widać. Ja syczę, że teraz już za późno bo przecież czasu na przebranie się i tak nie ma. 

Lecę na dół szukać odpowiednich butów, miałam sobie kupić wczoraj ale nie miałam czasu latać po sklepach, więc muszę jakieś stare ubrać. Wygrzebuje dwie pary…_20151119_115932   Logicznie myśląc, wiem że powinnam ubrać te czarne wygodne…Jednak decyduję się na te moje ukochane szpilki. Wiedząc, że będę z bólu się kręcić i po całym wieczorze będę je ściągać w samochodzie skarżąc się na ból kręgosłupa i stóp… Już wychodzimy, zbieram torebkę papierosy, telefon , klucze… Już, już jedna noga za drzwiami: 

- Mamo… Paznokcie…. – Dziecię moje patrzy na mnie z miną jakbym właśnie oświadczyła, że zamordowałam Świętego Mikołaja….

Klnę, biegnę w tych moich szpilkach po schodach, łapie pierwszy lepszy lakier i już mam zbiegać w dół kiedy to mój kot decyduje, że teraz jest najlepsza pora na to żeby domagać się ode mnie pieszczot, więc wbiega mi pod nogi, ocierając się o łydkę a ja ledwo łapię się ściany inaczej wyrżnęłabym , twarzą pierwsza na schody. Krzyczę na kota, że zrobię z niego hamburgery, syczę do chłopa żeby nie wbiegał na górę na ratunek bo nic mi nie ma i nie mamy czasu. Pędzę na dół… Jeden paznokieć , trzy, pięć dziesięć… Gotowe. Lecimy do samochodu… Dwadzieścia minut spóźnieni… 

 Wyrzucamy dzieciaki z samochodu, przekazujemy je w ręce rodzicielki Mr.Almost Perfect… Wskakujemy do samochodu, chłopina się schyla całuje mi czule i szepta : 

- Pięknie wyglądasz.

Odpalam papierosa… Oddycham….. Już jesteśmy w drodze…Spoglądam na profil mojego chłopa i nagle ogarnia mnie ciepło, czule spoglądam na tego przystojniaka, jak się skupia na prowadzeniu samochodu w tym samym czasie szukają mojej ręki po omacku do trzymania…  Myślę sobie :

- Cholera no, strasznie go kocham…

I już spokojnie, muzyka gra w głośnikach, idę na wychodne. IMG_20151118_234456 Zabawa jest świetna…. Cały pub się na nas patrzy bo przecież w tym towarzystwie nic innego nie pozostaje, jak się odprężyć i śmiać calutki wieczór. Rozbawione towarzystwo do łez.  

_20151118_203132 Kolacja udała się niesamowicie. Rozchichotani wracaliśmy do samochodów.

FB_IMG_1447884013972 

 

_20151118_203213 

 Jedziemy odebrać dziecięcia nasze… Na koniec jeszcze szybka herbata z mamą. Wracamy do domu po dwunastej. Szczęśliwi, spragnieni snu. Całuję te moje szalone dzieciaki na dobranoc, człapię do sypialni, wdrapuję się na łóżko opatulam kołdrą i tulę do swojego dżentelmena…. Zasypiamy, wykończeni i szczęśliwi. Zasypiają jeszcze słyszę jak mi szepta do ucha: 

- To był jeden znakmity wieczór, jesteś cudowna wiesz? Kocham Cię.

Wtulam się jeszcze bardziej i odpływam w krainę spokoju, dziwiąc się jak ja mogę tak szybko się złościć kiedy wszystko jest tutaj prawie idealne….

Szybki desert. Cynamonowy chleb z serem

 

 

 

 

Jako pracująca i studiująca mama bardzo zależy mi na oszczędzaniu czasu. Zamiast godzinami piec różne ciasta, wolę coś smacznego , wymagającego mało efektu i czasu.  Dlatego właśnie polecam ten pyszny chlebek. 
adc270c48210f2f6f422038abef032f2

Przepis:

Składniki:

- Jedna łyżka stołowa cynamonu 

- 1/2 kubka cukru pudru

- 3/4 kubka cukru białego

- Jeden bochenek chleba ( ja używam tostowy)

- 2/3 serka kremowego 

- 1/2 kubka masła ( stopionego)

- maliny ( jeżeli lubisz) 

- Wanilia 

Sposób przyrządzenia:

1. Poodcinać skórkę z chleba

2.  Wałkiem do ciasta rozwałkować chleb.

3. W małej misce zmieszać ser, cukier puder, maliny i wanilię ( albo bez wanilii i malin). 

4. W następnej misce połączyć cynamon z kryształowym cukrem

5.  Smarować rozwałkowane kromki chlebka mikstura z sera i pozwijać

6. Pozwijany chleb moczyć w roztopionym maśle i cynamonem z cukrem

7. Poukładać na papierze do pieczenia ( koniecznie tym bez tłuszczu -ungreased cookie sheet.) 

8. Piec na 350 przez 16 do 20 minut, kolor powinien być złocisty. 

Serwować ciepłe, ja często podaje z lodami. 

Smacznego :) 

Toksyczne związki – czyli jak ( jako tako) inteligentna osoba dała się stłamsić.

Dziś będzie trochę inaczej, bardziej osobiście…  Jak już wspomniałam, rachunek sumienia trzeba zrobić. Przeanalizować. Żeby w przyszłości tych samych błędów nie popełniać. A niestety, trochę się ich nazbierało…. 

 

Nigdy nie daj sobie wmówić, że cierpienie jest częścią miłości.  Miłość to błogość i harmonia, to radość i szczęście. Nigdy cierpienie, które jest jej lustrzanym przeciwieństwem.

Bardzo trafny ten cytat, nie pamiętam kto i kiedy… Kiedyś tam na necie wysznupała.  

 Jedną z moich największych wad jest ta przeklęta inteligencja. Widzicie, jak kobieta jest jako tako mądra, to zawsze jej się wydaje że to co robi jest ok. A że ze mnie niestety pod wieloma względami typowa kobieta jest, to i często łapię się na takim myśleniu.  Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć, że czasami kierowałam się dobrem mojej rodziny, i moje decyzje – chociaż wydają się błędnymi – w owym czasie były jedynym, logicznym rozwiązaniem. 

 

Od lat mi było wpajane, że nikt mnie nie pokocha. Z domu rodzinnego wyniosłam dużo smutku, ogromną liczbę złych przykładów i samoocenę chowającą się gdzieś tam pod chodnikiem. Kiedy spoglądałam w lustro, widziałam, dziewczę brzydkie, niegodne miłości, z wieloma wadami. Widziałam każde wulgarne słowo, którym byłam nazwana.  Po tylu latach, samoocena wciąż mi kuśtyka, są dni kiedy nie mam wiary w siebie.  Zawsze mnie to dziwiło, że potrafię być taka ślepa. Budziłam się dopiero pod bezpośrednim pytaniem : Dlaczego? 

Dlaczego to robisz? Dlaczego tak uważasz? 

Krytyka z którą się spotykałam w domu mojej rodzicielki, pomogła mi wpaść w anoreksję, depresję, samookaleczenie i alkoholizm. – Z czego nie jestem dumna. 

 Muszę jednak przyznać, że niektóre rzeczy choć szokujące, nie tylko dla ludzi którzy słuchają jak o tym mówię, ale i dla mnie – jak ja dałam radę przez to przejść i wyjść z tego, jakoś tak prawie normalnie, nie mam pojęcia – jednak są niczym w porównaniu jaki wpływ to wszystko miało na budowanie moich związków w przyszłości. I nie chodzi tu tylko o związki partnerskie, ale i o przyjaźń, mój związek z moimi dziećmi i samą sobą. 

Smutna prawda jest taka, że z alkoholizmu, anoreksji, samookaleczenia można się wyleczyć. Faktem jest, że proces jest bardzo długi, ale osiągalny.  

 Rodzicielka moja, pomimo moich prób nigdy nie chciała odpowiedzieć na moje pytania. Każda próba rozmowy kończyła się na : Po co grzebiesz w przeszłości? 

A no grzebie, bo ta przeszłość to moja teraźniejszość. 

 Od zawsze wpadałam w nieodpowiednie towarzystwo. Im gorsze tym lepiej dla mnie. Otaczałam się ludźmi toksycznymi, bo tylko to było mi znajome. 

 Pamiętam jako nastolatka, zachłannie szukałam miłości i uczucia, że jestem ważna, pomimo tego że sama nie potrafiłam powiedzieć do nikogo – kocham cię – i do nikogo tego nie czułam. W ten właśnie sposób napatoczyłam się na swojego byłego męża. 

 Przegrałam w momencie kiedy powiedział mi, że jestem śliczna. Pomimo tego, że w to nie wierzyłam, chciałam desperacko posiadać kogoś takiego w moim życiu. Jakaż ja byłam naiwna! Młoda i głupiutka pod względem kontaktów międzyludzkich.  Poszłabym za nim wszędzie, nie ważne jak mnie traktował, co powiedział, ile razy podniósł rękę.  Bardzo szybko wyszłam za mąż i zaplanowałam sobie rodzinę. Chciałam coś czego on mi w życiu nie mógł zapewnić. Kompletne przeciwieństwa… Ja wyuczona, posiadająca ambicję, plany cele. On… Ledwo potrafił pisać, o przyszłości wiele nie myślał, pochodził z jeszcze gorszej rodziny niż ja. A jednak został moim męże, ojcem… 

Dlaczego go wtedy nie opuściłam? 

Z wielu powodów. Chciałam być jak najdalej od mojej rodzicielki. I bałam się…. Bałam się, że tak jak mi to zostało wpojone, nikt mnie nie pokocha, nikt mnie nie będzie chciał i on jest jedynym człowiekiem, wystarczająco głupim na bycie ze mną. 

 W końcu, po którymś tam razie, zebrałam się na odwagę, byliśmy już w UK, i dzięki bogu odszedł ode mnie. Nie wiem, na prawdę nie wiem, czy ja bym podjęła tą decyzję. Dlaczego więc piszę, że zebrałam się na odwagę? Bo jak chciał wrócić to powiedziałam NIE.  Dreszcze mnie przechodzą na samą myśl o tym, że właśnie teraz mogłam się obudzić przy jego boku, zamiast przy boku Mr.Almost Perfect! Nieszczęśliwa, wystraszona, pragnąca czegoś więcej! 

Miałam dwadzieścia lat. Oczekiwałam drugiego dziecka, byłam w obcym kraju, nie znając języka. Jedna… Pomimo wszystkiego postanowiłam dosyć tego! I zostałam sama.  Pomyślałby kto, że czegoś się nauczyłam???? Świadoma tego co się działo, zacznę siebie szanować, wymagać od ludzi więcej…. 

Minęło trochę czasu…. Dwadzieścia jeden lat…. Bardzo samotna… Dwójka dzieci. Chociaż poznałam kilku ludzi, znalazłam kilku przyjaciół, to jednak wciąż miałam niedosyt na miłość.   Myślałby kto, że się czegoś nauczyłam… 

 Przyszwendał się do mnie sąsiad… Dziewięć lat starszy… Wyglądem przypominał…. Cóż…. Nie był w moim typie… A jednak… Jednak po roku chodzenia na randki, na pytanie : Zamieszkajmy razem? Przedstawiłam mu swoje pociechy  i wprowadziłam się do niego. Dlaczego??? Nie chciałam być sama, wiedziałam że i tak nic lepszego nie znajdę.  

Męczyłam się tak przez pięć lat. I nie chodzi mi tutaj tylko o estetykę. Czy nawet fakt, że nie mieliśmy o czym rozmawiać. Ja wieczory spędzałam w łóżku z laptopem, on wychodził do kumpli na pół nocy albo siedział na dole. Oświadczył się, więc powiedziałam tak. Ale jakoś tego ślubu mi się planować za bardzo nie chciało. Nie podnosił ręki, jak były mąż więc wydawało mi się, że jest dużo lepiej. Nawet jeżeli mi powtarzał, że nigdy nie chciał mieć dzieci, i z moimi za dużo czasu nie spędzał. 

Wprowadziliśmy się do wioski, gdzie mieszkała jego rodzina. I powolutku, zostałam zamknięta w domu…. Nie miałam prawa jazdy,więc byłam na jego łasce. Nagle straciłam przyjaciół bo nawet kiedy oni mogli do mnie przyjechać on był po prostu gburem.  Zdarzyła się sytuacja, przyszła do nas parka, ewidentnie chcieli się z nami zaprzyjaźnić, jako że dzieci w tym samym wieku. A ten gbur zszedł na dół powiedział : hej. Ubrał buty i wyszedł. Ja stałam na środku pokoju, paląc się ze wstydu, prawie płacząc, przepraszałam cały wieczór. 

 Raz kiedy bardzo chciałam wyjść, bo mnie ten dom dobijał i po pół godzinie błagania krzyknęłam : 

- Do kurwy nędzy, co ty mi łaskę robisz?

Odwrócił się i powiedział : A co pieszo pójdziesz? Ja Cię nigdzie nie zabieram, bo mi się nie chce. No to poszłam. Na piechotę, trzy godziny mi zajęło dojście do przyjaciółki, i trzy godziny z powrotem. Przez te sześć godzin chodzenia, myślałam: 

Czemu ty sobie to robisz? Przecież nie chcesz z nim być, nie uprawiałaś z nim sexu od półtora roku! Nawet przez myśl Ci przeleciała zdrada!! Jesteś nie szczęśliwa, nie jest dla Ciebie atrakcyjny. Pomimo tego, zostałam z nim przez kolejne kilka miesięcy. I znowu los się do mnie uśmiechną, dał mi szansę.

 Przez pięć lat moje zdrowie poleciało z górki, ciągłe przesiadywanie w domu , brak przyjaciół dobiło się na mojej wadze, zaczęłam dobijać do rozmiaru 22, pomimo nieustannych diet. Straciłam wolność, zainteresowania. Każdego dnia budziłam się tylko dlatego, że miałam przy sobie swoje dzieci, które kochałam nad życie. Doszłam do wniosku, że jedynym powodem dla którego od nie nie odchodziłam, było czyste lenistwo. Nie chciało mi się grzebać w papierkach, zmieniać adresu , za dużo z tym było roboty.

 Mój los ma tendencje do zaskakiwania mnie strasznie. Lekarz poinformował mnie, że wygląda na to, że mam guza na jelicie. 

 Nagle eks numer dwa, poinformował mnie, że on już ze mną być nie chce. Bo ma dość moich problemów zdrowotnych i sobie nie radzi. Poszedł, zostawił mnie w tej wiosce, bez prawa jazdy, z dziećmi i nadchodzącymi wakacjami. 

 I tego mi było potrzeba. Kopa po raz kolejny od życia. Nagle uświadomiłam sobie, że nikt mnie nie pokocha, jeżeli sama siebie kochać nie będę. Spędziłam rok na budowaniu i odnajdowaniu siebie. Uświadomiłam sobie, że nie mogę od nikogo wymagać uszczęśliwienia mnie, i zakazałam sobie nawet spoglądania w kierunku płci przeciwnej, dopóki nie będę w stanie być sama ze sobą.  Miesiąc minął od kiedy on odszedł a ja zdałam prawo jazdy, znalazłam sobie inną, lepszą pracę, spędzałam dni z moimi dziećmi i przyjaciółmi. Na swoje dwudziestosześcioletnie urodziny sprezentowałam sobie towarzystwo pewnej osoby. Po sześciu miesiącach, postanowiłam że jednak z nim siebie nie widzę i zakończyłam tą znajomość.  Eks numer dwa systematycznie chciał do mnie wracać, na co odpowiadałam : 

- Po raz pierwszy w moim życiu jestem szczęśliwa, sama ale szczęśliwa. Dobrze wiesz, że nie było na pisane bycie razem. Jesteśmy zbyt różni i ja chcę korzystać z życia. 

 I tak właśnie się czułam, z rozmiaru dwadzieścia dwa idąc do sklepu teraz, dumnie podnoszę ósemkę, codziennie budzę się koło Mr.Almost Perfect i jest mi dobrze. Uśmiecham się więcej niż kiedykolwiek, widzę moje dzieci szczęśliwie biegnące do niego i wskakujące w jego rozłożone ramiona. Moje dwudzieste siódme urodziny, spędziłam na byciu rozpieszczanej, kochanej.  Wciąż mam dni, kiedy nie chcę patrzeć w lusterko a na każde – jesteś piękna- odwracam głowę i myślę sobie – pierdoły gadasz.  Dlaczego jestem pewna, że tym razem nie popełniam błędu? Bo pierwszy raz w życiu wiem, że pomimo tego że kocham , czuje się komfortowo z byciem samą. Tym razem nie potrzebuje Mr.Almost Perfect, żeby mnie upewniał i zmienił moje życie – bo zrobiłam to sama. 

Mamy swoje problemy, kto ich nie ma? Moja rodzicielka, wciąż ma wielki wpływ na mój związek ale tym razem mam kogoś przy swoim boku, kto pomaga mi z tym walczyć. 

 Dlaczego zajęło mi tyle lat na zrozumienie, że nie warto osiadać się z byle kim? I że mogę mieć lepiej?? Nie mam pojęcia, na razie rozkoszuję się faktem, że ten mój chłopina jest mega przystojny, inteligentny i właściwie jest wszystkim tym – czego rzekomo w życiu nie miałam posiadać. I sama go sobie znalazłam, i rozkochałam. A przecież nie to mi było pisane. Moja rodzicielka całe życie mi powtarzała, że z moim wyglądem, charakterem, osoba taka jak on nawet mnie kijem nie będzie chciała dotknąć a co dopiero spędzić ze mną życie!  

Przeraża mnie to, że jeszcze kilka lat temu wierzyłam, że facet który podnosi na mnie rękę jest najlepszym, którym mogłabym mieć…. Byłam cieniem osoby, która jestem teraz. Prawda jest taka, że dałam się stłamsić…. Pomimo tej mojej inteligencji…. 

Jedyne czego mogłabym życzyć…Kochani, proszę uważajcie co wmawiacie swojemu dziecku…. Jeden komentarz może zmienić ich życie…. Wprawdzie moja rodzicielka usłała mi dzieciństwo pełne wulgaryzmów i znęcania się psychicznego i fizycznego, jeżeli poczytacie sobie o pewnych badaniach psychologicznych, zobaczycie jaki my, rodzice, mamy wpływ na późniejsze, dorosłe życie naszych pociech…. 

 Przeczytajcie ten post i obiecajcie sobie, że Wasza córka/syn nigdy nie będzie wątpił w siebie. Nigdy nie zwiąże się z kimś bo będzie myśleć, że ta osoba jest najlepszą jaką może mieć. Wasze dziecko powinno znać swoją wartość i wymagać od życia tego co najlepsze. Właśnie to widzę, kiedy patrzę na swoje dzieci, właśnie tego im życzę. 

Rachunek sumienia – czyli to co porabiają kobiety kiedy za oknem gwizda….

  Za oknem strasznie, więc co ja mogę robić jako typowa kobieta? Owszem, nic innego jak analizować swoje życie… W gruncie rzeczy to pewnie mogłabym znaleźć jakieś inne zajęcie. Poczytać książkę, w domu ogarnąć, chłopa wyściskać i powiedzieć mu jak bardzo go kocham. Ponadrabiać zaległości w pracy, albo najzwyczajniej pogapić się w telewizor. Niestety z moim charakterem i tendencją do dramatyzowania, postanowiłam, po raz kolejny (!) jęczeć nad swoim życiem. A jakże! Przecież jak jest za dobrze to człowiek naturalnie szuka dziury w całym. A żeby było zabawniej, to zamiast sobie pójść do psiapsióły na pogawędki, postanowiłam się roznegliżować przed światem. Bom taka postać dramatyczna jakich mało! 

  Więc siedzę sobie z fajką w jednej ręce, kubkiem gorącej herbaty obok, Jeremy Kyle w telewizorze, ściskam chłopinę moją za rękę i stukam.  Jeszcze tylko się tego mojego zapytałam o pozwolenie na publikowanie zdjęć jego facjaty, żeby później mi nie marudził jak zaglądnie, że ja go tutaj wystawiam a on nic o tym nie wiedział. Tak więc możecie zobaczyć nasze facjaty, bo ja strasznie nie znoszę być anonimową.

  Jak to się spowiedź zaczyna? „Ostatni raz u spowiedzi byłam…” No właśnie, kiedy ja się tak ostatnio swemu życiu przyglądałam???  Dawno to było, bardzo dawno. Tak dawno, że niektóre rzeczy już jakby za mgłą…. Takie jakieś nie wyraźne, może nawet nie ciekawe? 

 Stuknęło mi lat dwadzieścia siedem w Październiku, dzieci sztuk dwie ( lat osiem i sześć), chłopina jedna ( ledwo się trzyma, ale jednak jest), zwierząt sztuk dziesięć, w czym posiadam trzy koty i psa, reszta to gadzina egzotyczna. dom sztuk jedna ( wynajem w Walijskich zakamarkach), praca jest a właściwie dwie, studia są ( drugi rok psychologii), Do tego mam w posiadaniu trzy pudła wełny, cztery pudełka biżuterii, którą wyrabiałam jak miałam biznes.   Niby typowe te życie. Bestsellera bym z tego nie utworzyła. 

  No może poza faktem, że jednak twist jest. Kilka nieuleczalnych chorób się przyszwędało. Ankylosing Spondylitis, Fibromyalgia, Restless Legs Syndrome, Depresja z anxiety, Nałogowa anemia. Kilka innych czeka na diagnozę.  

 Życie jak na razie mi upływa na byciu w łóżku, walczeniu z bólem, efektami ubocznymi, robieniem wszystkiego na szybko, za dużo a potem narzekaniu, że boli trochę więcej. 

  Dzieci zmuszone były troszkę podorastać w pewnych sprawach, bo zdarzyło mi się być samotną mamą zanim poznałam Mrs.Almost Perfect.

 Młody lat osiem – jest żywym dzieckiem, tak żywym że wydawało nam się że posiada ADHD – diagnoza potwierdziła, że Młody ma tylko taki charakterek i po prostu jest roztrzepany gorzej ode mnie. Inteligentna gadzina,  wyszczekana ale pocieszna w tym samym czasie. 

 Młoda lat sześć-  Z brzydkiego, nieśmiałego kaczątka, zmieniła się w rozgadanego, rozśpiewanego motyla, który nie może się zatkać na pięć minut. Nawet we śnie śpiewa i prowadzi konwersacje o poważnym życiu dziecięcym z jej wyimaginowanymi przyjaciółmi. 

Mr. Almost Perfect jest chłopiną młodszą o sześć lat, Brytyjczykiem z anielską cierpliwością, o czułym dotyku który odgania wszystkie zmartwienia. Zawsze u mojego boku, zawsze rozśmiesza tuli i zapewnia. Liczyć na niego można i oddałby swoje ostatnie, żeby komuś pomóc. 

Ja, aka Roztrzepana Matka jestem stworzeniem skomplikowanym, bez jakiejkolwiek cierpliwości, z wybuchami gniewu równymi z wybuchem bomby atomowej… Mam sto pomysłów na minutę, wiem czego chcę od życia i zawziętość pomaga mi w osiąganiu moich celów. Jestem wyszczekana i szorstka, ale jednak jakoś te serducho mi urosło do mega rozmiarów i zawsze staram się pomóc jak mogę. Sarkastyczna i prosta ze mnie dziewoja jest, ale za to (przynajmniej chciałabym w to wierzyć) z porządnym poczuciem humoru.

 Do naszej menażerii dochodzi rodzinka Mr. Almost Perfect, bo o mojej to niestety szkoda czasu na stukanie. Grono dobrych przyjaciół i ludzi którzy nie są tak bliscy, jednak mieli wpływ na nasze życie.  

 

                                   Dlaczego po raz kolejny postanowiłam pisać bloga?

  Po pierwsze, tęskno mi za ojczystym językiem, powoli zapominam zwroty i pisownię, co mnie niesamowicie martwi. Jako że musiałam wycofać język Polski z domu ( opiszę wkrótce dlaczego). 

  Po drugie czasami dobrze poznać opinię obcych ludzi, a nuż się człek czegoś nauczy.

  Po trzecie, pisać kocham nieziemsko tak samo jak czytać. 

 Więc zapraszam , pozdrawiam i mam nadzieję, że zagościcie na dłużej.  

 

_20151109_160355 A tu na powitanie, jak mnie ta chłopina moja trzyma i odgania ciemne chmury, które się zatoczyły nad moją głową z powodu szarej, zimnej i wietrznej pogody. Eh jednak tym razem sobie tego chłopa dobrego wybrałam….